niedziela, 29 grudnia 2013

Orly- Naughty or Nice czyli moja pierwsza wygrana w konkursie

Cześć !!!


   Mam nadzieję, że okres świąteczny minął Wam tak, jak tylko sobie wymarzyłyście:) Ja niestety drugiego dnia Świąt okropnie się rozchorowałam i dopiero dzisiaj wstałam z łóżka...na szczęście mój chłopak się mną zaopiekował:)  Gwiazdka w tym roku zebrała u mnie swoje żniwo, nie dość że się rozchorowałam , padł i laptop to jeszcze mój koteusz zjadł mi ładowarkę od telefonu...:)






  Jednak  żeby nie było tak źle wygrałam konkurs u Antiii z bloga ecosmetics (klik) .  Nagrodą był zestaw trzech lakierów Orly z kolekcji Naughty or Nice. Mój zestaw składał się z lakierów: Halo, Devil May Care oraz Torrid. Dotarły do mnie w Wigilię więc na recenzję musicie troszkę poczekać, ale postanowiłam podzielić się z Wami pierwszymi odczuciami. Nie pokażę Wam jak prezentuje się całość w opakowaniu, bo Antiii zapakowała je bardzo solidnie , a ja tak bardzo chciałam je już zobaczyć, że porwałam opakowanie:)
Oto wszystkie odcienie z tej serii :






zdjęcie pochodzi ze strony orlybeauty.pl





Lakiery "pojechały " ze mną na Wigilię i moja mama zakochała się w Halo, więc w końcu jej go oddałam ( w końcu Święta....) Nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia, ale oto jak wygląda jego zdjęcie na stronie Orly:






Lakier jest naprawdę piękny...nie dziwię się mamie, że tak jej się spodobał. Zostały mi jednak dwa cudeńka i muszę powiedzie, że po pierwszych użyciach jestem zadowolona. 









Lakiery wyróżniają fantastyczne, jakby gumowe zakrętki. Świetnie leżą w dłoni, nie ślizgają się. Oprócz tego buteleczki prezentują się naprawdę elegancko. Odcienie również bardzo mi się podobają, początkowo myślałam, że Devil May Care będzie moim ulubieńcem, ale jak narazie to Torrid skradł moje serce:)
Tak prezentują się na moich paznokciach ( oczywiście aparat ciągle strajkuje i zżera kolory)





















Na tych zdjęciach widzicie Torrid, starałam się uchwycić jego kolor, jednak z marnym skutkiem. W rzeczywistości jest to głęboka, ciemniejsza czerwień z delikatnym shimmerem ( albo metaliczna czerwień, jakoś tych wykończeń nie rozróżniam:)








Tutaj widzicie Devil May Care ( dwie warstwy położone na Torrid). Muszę Wam powiedzieć, że ten lakier naprawdę lśni...efekt "na bogato". Na Wigilię jak znalazł, na większe wyjście również. Dla odważnych ( i dla mnie ) na każdą okazję:) Do lakierów była również dołączona piękna torebko-kosmetyczka.










Nie miałam nigdy lakierów firmy Orly, ale pierwsze wrażenia są jak najbardziej posytywne. I tak w skrócie:

Opakowania:  Eleganckie, pękate buteleczki o pojemności aż 18 ml!!!
Konsystencja: Raczej rzadka, ale o dziwo nie zalewa skórek i łatwo się rozprowadza
Pędzelek:       Długi, cieńki (trochę się go obawiałam, ale są świetne)
Zakrętka:       Gumowa, ze srebrzystymi drobinkami, dobrze leży w dłoni
Trwałość:       Zauważyłam, że przy Torrid końcówki lubią się ścierać ( trzeba zabezpieczyć top coatem)
Krycie           Torrid- dwie warstwy wystarczą, DMC: 3-4 warstwy dają krycie, ja nakładam na inny lakier
Cena:            pojedynczy lakier 27pln, zestaw 3 lakierów 81 pln ( na stronie orlybeauty)




Pamiętajcie , że to moje pierwsze odczucia, dlatego nie wystawiam żadnej oceny. Recenzja pojawi się za jakiś czas.Ale już teraz mam ochotę na więcej lakierów tej firmy ( jak tylko kupię reszcie coś z essie) .
 Na koniec chciałam Wam jeszcze pokazać prezent, jaki sprawiła mi moja siostra na Gwiazdkę:















Piękny wieszak na biżuterię. Mam zamiar niedługo pokazać Wam jak będzie wyglądał obwieszony moją kolekcją sówek ( uwielbiam motyw sowy :). A już jutro lub pojutrze jeśli tylko zdrowie pozwoli  pojawi się recenzja peelingu Sweet Secret o zapachu muffinek orzechowych...będzie naprawdę apetycznie:)




A Wam jak minęły Święta? Jaki elakiery królowąły na Waszych paznokciach?





Pozdrawiam Was cieplutko, Vashti

niedziela, 22 grudnia 2013

Cześć dziewczyny !!!



Mój komputer od kilku dni strajkuje, system całkowicie padł. Szykowałam post o mojej kolekcji lakierów Golden Rose Rich Color i oczywiście wszystko zapisywałam na moim laptopie, więc post pojawi się pewnie jak tylko odzyskam dane z dysku...

Żeby jednak nie było tak smutno muszę pochwalić się pierwszą w życiu wygraną w rozdaniu!! Organizowała je Antiii z bloga eCosmetics. Nagrodą był zestaw lakierów firmy Orly. Jestem bardzo zadowolona, bo nigdy nie miałam żadnego lakieru tej firmy. Jak tylko lakiery do mnie dotrą ( i będę miała dostęp do sprawnego komputera) pokażę Wam cały zestawik. Póki co uciekam szykować się do wyjazdu na Święta.




Trzymajcie się cieplutko,
I oczywiście Wesołych Świąt, życzę Wam wszystkim spełnienia wszystkich kosmetycznych                          (i nie tylko) marzeń.


     



sobota, 14 grudnia 2013








      Czy wy również czujecie już świąteczny nastrój? Ja tak , w końcu już za 10 dni Wigilia :) Niektórzy narzekają na świąteczne dekoracje zdobiące sklepy  od miesiąca, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Uwielbiam ten czas i chciałabym cieszyć się nim jak najdłużej:)  W związku z tym chciałam Wam dziś pokazać mani w świątecznym klimacie. Czerwień + złoto właśnie tak mi się kojarzą. Ale dość już gadania, oto zdjęcia :







Lewa ręka wygląda całkiem nieźle, ale prawa...zresztą, same zobaczcie:





 









Kolory są odrobinę przekłamane, w rzeczywistości lakier jest nieco ciemniejszy. Do wykonania tego mani użyłam lakieru Wibo Express  Growth nr. 450 ( nałożyłam dwie warstwy). Na serdeczny palec nałożyłam najpierw lakier Golden Rose z serii Selective w odcieniu Creme Brulee ( nałożyłam jedną warstwę), następnie zrobiłąm  czerwoną "falbankę" a na koniec nałożyłam OPI w odcieniu Goldeneye.  Całość zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem również z serii Wibo express Growth. Poniżej zdjęcie wszystkich lakierów: 





Przy malowaniu paznokci zazwyczaj zalewam skórki, dlatego na zdjęcie załapał się również pędzelek do czyszczenia skórek:)  

 A Wy jakie świąteczne paznokcie lubicie najbardziej? Stawiacie na klasyczną czerwień, czy wolicie "zaszaleć" ? Dajcie znać w komentarzach:)



pozdrawiam Was cieplutko, Vashti


















wtorek, 10 grudnia 2013

O tym , jak poszalałam na -40% w rossmannie

Witajcie serdecznie!!!




Post trochę spóźniony, bo wyprzedaż w Rossmannie skończyła się już kilka ładnych dni temu. Ale postanowiłam, że pokażę Wam co udało mi się upolować. Na zdjęciach znajdują się też kosmetyki kupione w Super-pharmie, Naturze i jeden kosmetyk z biedronki:)

O wyprzedaży w Rossmannie wiedziałam już od jakiegoś czasu, postanowiłam się więc przygotować. Zrobiłam listę potrzebnych kosmetyków ( dużo mi się pokończyło:)  sprawdzałam opinie w KWC i na blogach. Nauczona doświadczeniami z ostatniej  -40% w Rossmannie ( poszłam ostatniego dnia i zastałam prawie puste szafy) ruszyłam na łowy pierwszego dnia promocji z rana. Poniżej moje łupy:










1.  Puder Rimmel Stay Matte, odcień 001 transparent  ( cena regularna 25,99 pln)
2.  Róż Boujouris , odcień 34 Rose D'Or ( cena regularna 49,99 pln )
3.  Korektor Rimmel Match Perfection , odcień 030 classic beige (cena regularna 29,99pln )
4.  Podkład Rimmel Match Perfection , odcień 101 classic ivory ( cena regularna około 37,99pln)
5.  Żel do stylizacji  brwi Wibo , brązowy (cena regularna 9,49pln )
6.  Serum do rzęs Eveline , ( cena regularna około 12,50pln )
7.  Tusz do rzęs Max Factor Masterpiece Max , odcień black (cena regularna około 50 pln)
8.  Tusz do rzęs Astor Big&beautiful Lovely Doll , odcień 800 black ( w zestawie z eye linerem cena 36 pln)
9.  Pomadka Wibo Eliksir, odcień 05 (cena regularna około 9 pln )
10. Pomadka Rimmel Lasting Finish by Kate Moss, odcień 22, (cena regularna 19,99pln )
11. Pomadka  Rimmel Lasting Finish by Kate Moss, odcień 16,  (cena regularna 19,99pln )
12. Bonne Bell Lip Smacker , fanta (cena regularna około 9 pln )
13. Cień do powiek Maybelline Color Tattoo 24h , odcień 35 on and Bronze ( cena regularna  23,99pln)
14. Cień do powiek Maybelline Color Tattoo 24h, odcień Timeless Black ( cena regularna  23,99pln)
15. Lakier do paznokci Wibo Express Growth odcień 410 (cena regularna około 6 pln )
16. Lakier do paznokci Wibo Express Growth odcień 450  (cena regularna około 6 pln )
17. Eyeliner Astor Stimulong , odcień 090 black ( w zestawie z tuszem cena 35,99pln)
18. Eyeliner Rimmel Glam,eyes, odcień 001 black glamour ( cena regularna około 25,99pln) 



Wszystkie kosmetyki oprócz lip smackera ( kupiony w biedronce), tuszu do rzęs Max Factor oraz zestawu tusz+ eyeliner ( zakupy z Natury) były kupione w Rossmannie. 

W listopadzie uzupełniłam też braki w kosmetykach pielęgnacyjnych. Oto one:







Tonik i żel do twarzy Nivea. Za obydwa produkty zapłaciłam około 17,00 pln.









Płyn micelarny Soraya. Nie miałam jeszcze chyba żadnego kosmetyku z tej firmy. W Super-pharm przy zakupach na określona kwotę można było go kupić za około 5 pln, więc wzięłam :)









Krem w Biodermy kupiłam za 10 pln również w Super-pharm ( przy zakupach na określoną kwotę był w promocji). Krem  z iwostin sprezentowała mi przyjaciółka:) 










Te kosmetyki sprezentował mi mój kochany chłopak <3. Takie zestawy możecie znaleźć w Drogerii Natura 
(widziałam też wersję pierniczkową i szarlotkową )
Koszt to około 23,99.


I poniżej jeszcze swatche cieni, pomadek i różu. Wybaczcie jakość zdjęć, dopiero się uczę tej sztuki, ale postaram się  żeby było tylko lepiej.






1. Cień Maybelline On and Bronze.
2. Cień Maybelline Timless Black
3. Pomadka Rimmel by Kate odcień 22
4. Pomadka Rimmel by Kate odcień 16
5. Róż Boujouris Rose D'Or



(Aby powiększyć zdjęcie wystarczy na nie kliknąć)



Wszystkich kosmetyków używam od dość niedawna , ale mam już kilku ulubieńców. Postaram się niedługo dodać recenzje. Może macie propozycje, o czym chciałybyście w najbliższym czasie przeczytać?



A Wy jak podchodzicie do zakupów? Idziecie na " żywioł" czy tak jak ja z gotową listą ?





pozdrawiam Was serdecznie, buziaki !!!



Vashti






















piątek, 6 grudnia 2013

Farbowanie włosów- Khadi jasny brąz



                   

      Witajcie serdecznie !!!

     



         
                    Początkowo miałam zacząć ten post dość długim wstępem o moim cudownym powrocie do blogowania. Wyszedł mi mały esej, dlatego postanowiłam Was tym nie męczyć:) Wróciłam, chcę pisać. Mam mnóstwo pomysłów, więcej czasu i dwa lata regularnego czytania innych blogów za sobą (oczywiście odwiedzać ich nie przestanę:) Nie jestem żadnym ekspertem urodowym ani tym bardziej makijażowym, ale uwielbiam wszelkie nowinki i eksperymenty. Dlatego sięgnęłam po hennę.



Na wstępie muszę dodać że moje włosy są "po przejściach" . Farbowane kilka lat na czarno, póżniej nieudolnie rozjaśnione przez ...ekhm ...fryzjerkę... Kilka miesięcy temu zaczęłam farbować włosy henną, chciałam poprawić ich stan (albo chociaż nie pogarszać). Początkowo miałam problem żeby " ogarnąć" co i jak, więc pomyślałam, że może  hennowaniu  komuś się przyda:) Zapraszam!!!:)



Czego potrzebujemy? Oczywiście henny. Ja używam henny Khadi w kolorze jasny brąz. Zapakowana jest w pomarańczowy kartonik ( wybaczcie słabą jakość zdjęć, sa wykonane telefonem..aparat odmówił współpracy):





W opakowaniu mamy woreczek z henną, instrukcję , foliowe rękawiczki oraz czepek:



Sam proszek dodatkowo jest zapakowany w  woreczek. Po rozcięciu zielonej folijki wygląda to tak: 




Ja tym razem do henny dodałam łyżeczkę cynamonu (uwielbiam jego zapach) i tyle samo papryki mielonej ( chciałam uzyskać delkatne refleksy) Mieszankę rozrabiałam w porcelanowej miseczce Pamiętajcie, że henna najprawdopodobniej zafarbuje plastik.






Do henny dodaje  się z ciepłą wodę. Ja dodaję zazwyczaj herbatę (ta na zdjęciu wyszła trochę za mocna, dlatego przed przygotowaniem papki rozrobiłam ją z wodą)






Dodatkowo dodałam jeszcze sok z dwóch cytryn. Dzięki niemu liście mają oddać więcej barwnika, a kolor ma wyjść głębszy. 





Do całej mikstury dodaję jeszcze dużą łyżkę maski do włosów. Staram się żeby nie miała ciężkich silikonów w składzie. Ma za zadanie ułatwić rozczesywanie. Tym razem użyłam maski BingoSpa masło shea i pięć alg  ( poprzednio była to alterra z granatem )







I teraz zaczyna się cała zabawa:) Wszystkie składniki dodajemy do miseczki. Mieszamy aż do uzyskania jednolitej, gładkiej mazi o konsystencji śmietany 12%. Bardzo ważne by nie wyszła za rzadka. Ja przy pierwszym hennowaniu siedziałam z papką spływająca po twarzy, szyi i plecach... I tu muszę dodać, że zawsze mam problem z dokładnym wymieszaniem mikstury. Mieszam i mieszam a kluchy jak były tak są. Tym razem sięgnęłam po mikser. A co! Wybaczcie niewyjściową miskę...:)







Tak wygląda gotowa mikstura. Później całość przykrywam folią i odstawiam w ciepłe miejsce na kilka godzin. Zaleca się około 12h , ale ja nie miałam czasu i poczekałam tylko 2 h. Takie leżakowanie henny ma spowodować utlenienie i przez to trwalszy i głębszy kolor ( jak dla mnie nie ma większej różnicy). Utleniona henna wygląda tak:







Z wierzchu zmienia kolor na ciemniejszy, czyli udało się:) I tu od razu muszę dodać, że nie zaleca się utleniania henny , która zawiera dodatek indygo ( czerń, ciemny brąz i orzechowy brąz). Kolor może nam wyjść mało twarzowy..np zielony:) Ja co prawda nigdy nie stosowałam mieszanek z dodatkiem indygo, więc nie są to informacje na podstawie moich odczuć. Wiem, że kilka dziewczyn miało takie problemy ( kilka też takich problemów nie miało). 




Mieszanka gotowa, teraz czas na najtrudniejszy (dla mnie) punkt programu, czyli nakładanie. Hennuję się zawsze sama, jako że mieszkam z chłopakiem nie mam innego wyjścia. Początkowo próbowałam do nakładania użyć standardowego pędzelka do farby chemicznej, ale jak tak nie umiem. Przybajmniej bez wyrywania włosów. Teraz po prostu maź wmasowuję we włosy. Jak maskę czy odżywkę. Mam włosy do ramion , zawsze zużywam całe opakowanie. Henny żałować nie można, ma całkowicie otulić włosy. Później nakładam na włosy czepek dołączony do zestawu. Jako że mam duża głowę:) całość zabezpieczam jeszcze dodatkową foliówką. Następnie zawijam głowę w ciepły ręcznik ( nie musi być ciepły, ale przy tej pogodzie to sama przyjemność)








Wiem, wiem, wyglądam bardzo elegancko:) Hennę trzymam na włosach około 2-3 h. Zalecany czas to od około 1,5 h do 3h. Po tym czasie zmywam hennę , płuczę włosy letnią wodą aż spływająca woda będzie zupełnie czysta. Po hennowaniu przez dwa dni nie powinno się myć włosów, gdyż kolor musi się utrwalić. Ja zazwyczaj myję włosy codziennie, ale po hennowaniu i tak są trochę przesuszone, więc te dwa dni to nie jest większy problem. Tak wyglądały włosy przed całym zabiegiem:







Kolor to pozostałości po poprzednim jasmym brązie od Khadi ( farbowanie dwa miesiące wcześniej). I jeszcze zbliżenie na odrosty ( które wyglądają jak łysina by the way...)







I włosy po hennowaniu ( wybaczcie słabą jakość zdjęcia, było już bardzo późno)







Włosy pięknie błyszczą, kolor wygląda naprawdę naturalnie






Hennowanie ma kilka minusów. Jest czasochłonne, papkę ciężko rozprowadzić, ciężko zmyć a po wszystkim włosy ciężko rozczesać. Dodatkowo zioła mogą przesuszyć nasze włosy, ale z tym łatwo sobie poradzić, wystarczy dobra maska do włosów ( moja jest średnia i też daje radę), świetnie działa olejowanie. 


Pomimo kilku minusów ja z hennowania nie mam zamiaru rezygnować. Kolor jest piękny, naturalny i często otrzymuję w związku z tym komplementy:)  Henna nie niszczy włosów, wręcz przeciwnie . Moje włosy stały się nawet grubsze. I szczerze powiedziawszy polubiłam babranie się w hennie:)

Jeśli jesteście początkujące to radzę zapoznać się z tym, co na temat henny wie Idalia (klik). Jej post może być dla Was bardzo przydatny. Swoją hennę kupuję w Łodzi w Cudnym Sklepie ( nie znoszę zamawiać przez internet). 








A wy jaką koloryzację stosujecie? A może wolicie swoje naturalne włosy?






pozdrawiam, trzymajcie się cieplutko:)

                                           Vashti


















niedziela, 16 października 2011

Ombre hair

Cześć wszystkim!



                      Post o ombre miałam napisać już dawno, ale obiecałam sobie, że najpierw zmienię wygląd bloga.
Dużo czasu  zajęło mi  znalezienie odpowiedniego szablonu i przystosowanie go do moich potrzeb, ale jak pewnie zauważyłyście udało się!:) Jestem zadowolona z efektu i mam nadzieję, że Wam się też spodoba.


                      A teraz przejdźmy do tematu jaki chciałam opisać a mianowicie OMBRE HAIR. Co prawda taka koloryzacja była modna już jakiś czas temu, ale obiecałam posta i słowa dotrzymam!:)

Czym jest ombre hair nie muszę chyba tłumaczyć, ale dla przypomnienia możecie obejrzeć kilka zdjęć gwiazd i celebrytek:

























Sama jestem blondynką i farbuję włosy na brąz/ciemny brąz. Zauważyłam, że na ombre decydują się także kobiety z ciemnymi włosami, a że od dawna marzyła mi się jakaś(jakakolwiek) zmiana związana z kolorem włosów postanowiłam spróbować. Koloryzację przeprowadziłam sama, korzystając z rozjaśniacza delii (ten z rossmana). Dużą ilość tego śmierdzącego specyfiku nałożyłam na same końcówki i trochę roztarłam. W rezultacie jaśniejsze refleksy zaczynają się  mniej więcej na wysokości ucha. Oto kilka zdjęć mojej czupryny:












     

Zdjęcia robiłam z użyciem lampy błyskowej , w rzeczywistości moje włosy nie są aż tak czarne, wpadają w brąz. Z efektu byłam zadowolona, końcówki nie były bardzo zniszczone, a efekt widoczny. Jednak po kilku tygodniach mi się znudziło i postanowiłam ufarbować włosy na jednolity kolor. Mam zamiar w najbliższym czasie pokazać Wam efekt mojej najnowszej koloryzacji i małą recenzję farby, której użyłam bo bardzo mnie zaskoczyła. Na makijaże jeszcze musicie poczekać, bo moja skóra po podkładzie gosh-a i czekoladowym kremie z ziaji jeszcze nie odzyskała równowagi. Planuję kupno serum migdałowego z biochemii urody i mam nadzieję, że coś pomoże... 


pozdrawiam Was , Vashti            

środa, 28 września 2011

gosh x-ceptional wear

                            Wybaczcie, że nie dodaję nowych makijażowych postów, ale na mojej twarzy pojawiło się kilka "niespodzianek" i nie bardzo nadaje się do pokazywania. Dlatego też postanowiłam przedstawić Wam recenzję podkładu GOSH X-CEPTIONAL WEAR (podkład kryjący).
                           Na wstępie dodam, że moja skóra ma skłonności do błyszczenia się, powstawania zaskórników i krostek, jest raczej tłusta. Dlatego też zamiast kupować kolejny podkład w rossmanie postanowiłam udać się do pobliskiej drogerii (odbywały się tam pokazy makijażu) i poradzić się jednej z wizażystek. Nie miałam wielkich wymagań co do podkładu, powiedziałam tylko, żeby nie podkreślał krostek. Pani popatrzyła na mnie i stwierdziła, że podkład gosha sprawdzi się idealnie. Nie byłam przekonana, ale ta pani była tak miła, że w końcu uległam. Wydałam jakieś 50- 60 pln. Nie pamiętam dokładnie. Wieczorem szykując się na imprezę postanowiłam wypróbować moje nowe "cudeńko". Podkład nakładało się ciężko, musiałam długo go rozcierać. Krył dobrze, ale był naprawdę ciężki. No ale w końcu sobie z nim poradziłam i ruszyłam na imprezę. Po kilku godzinach (2-3) twarz mi się błyszczała jak naoliwiona. Myślałam, że to przez
 taniec i jeszcze nie spisałam podkładu na straty, ale używałam go sporadycznie. Po kilku dniach stan mojej cery się pogorszył, zaczęły mi się robić takie bolące podskórne pryszcze. Miałam spotkać się z koleżankami, więc sięgnęłam po gosha. Jedna z koleżanek ni z tego ni z owego wypaliła: -Jakiego podkładu używasz? Ja na to: -Gosha. -Zmień go. odpowiedziała. Poszłam szybko do lustra spojrzeć na swoją twarz. I wtedy zauważyłam, że podkład strasznie podkreśla krostki, wszelkie niedoskonałości a nawet meszek na twarzy. Ponadto zauważyłam, że zapycha mi pory i pogarsza tylko stan mojej skóry. Jeszcze kilka razy próbowałam go używać, ale zawsze z mizernym skutkiem. I dlatego przerzuciłam się na sypkie mineralne podkłady, ewentualnie na lekkie płynne. Moim zdaniem ten podkład to koszmar, ale jeśli komuś zależy tylko i wyłączie na kryciu to sprawdzi się jak najbardziej. Poniżej w punktach jego wady i zalety:

WADY:
-zapycha pory
-daje efekt"maski"
-bardzo łatwo o nieestetyczne "smugi" bo ciężko się rozprowadza
-podkreśla wszelkie suche skórki a także meszek na twarzy
-matuje, ale po kilku godzinach cera nieestetycznie się błyszczy (u mnie nawet pomimo użycia pudru)

ZALETY:
-naprawdę mocno kryje, nawet bez użycia korektora




Nie miałam nigdy aż takich problemów z podkładem i ten był moim najgorszym zakupem. Może jednak ktoś ma inne odczucia?
                                 

środa, 21 września 2011

jesienne trendy-folk waves

Dziś pragnę pokazać Wam propozycję firmy Pupa. Kolekcja Folk Waves jak sama nazwa wskazuje nawiązuje do folkowych klimatów. Makijaż jest lekko dziki, przyciąga wzrok, utrzymany w kolorystyce bakłażanowo-szmaragdowej. Muszę przyznać, że ten trend przypadł mi do gustu, lecz bardziej na imprezy i wieczorne wyjścia.
Tak wygląda propozycja firmy Pupa:




A tak wyglądają kosmetyki z tej serii:



Na zdjęciu:
-błyszczący eye-liner w kredce
-wypiekany cień do powiek 
-wypiekany puder do twarzy i ciała
-kryjąca pomadka do ust
-lakier do paznokci
Ceny wachają się między 23-97 pln.




                                                                                                          

W związku z tym, że bardzo mi się ten trend spodobał postanowiłam wykonać coś podobnego sama, swoimi tanimi kosmetykami. Cienie, których użyłam pochodzą ze zwykłej paletki, za którą zapłaciłam dosłownie kilka  
złotych. W tym wypadku cena i jakość idą w parze, więc musiałam się nieźle namęczyć żeby uzyskać w miarę intensywny kolor. Szmaragdową kredkę kupiłam na ryneczku za jakieś 3 złote, ale muszę powiedzieć, że jestem z niej zadowolona. Jest miękka i daje intensywny kolor. Zresztą same zobaczcie efekty:












Mój makijaż jest delikatniejszy, bo nie przepadam za mocnym make-upem. Wszystko zależy od preferencji, Wy możecie użyć mocniejszych cieni. Zdjęcia może i nie są świetnej jakości, ale to dlatego, że nie obrabiam ich w żaden sposób. Jeszcze w tym tygodniu planuję pokazać Wam kolejny makijaż  z cyklu jesienne inspiracje, tym razem w kolorze blue. 
Jak pewnie zauważyłyście mam jaśniejsze końcówki włosów, a to dlatego, że wreszcie postanowiłam zafundować sobie ombre hair. Post o tym jak i czym to zrobiłam już niebawem.:)
Na koniec jeszcze zdjęcie w bardzo lekkim makijażu:


sobota, 17 września 2011

Konkursowo:)

Hej dziewczyny!

Dawno nie pisałam, wiem. Obiecuję, że już w tym tygodniu pokażę Wam kolejny makijaż z cyklu "Jesienne inspiracje". Póki co postanowiłam wziąć udział w rozdaniach u kilku blogerek. Muszę przyznać, że to mój pierwszy raz. Kto wie może szczęście się do mnie uśmiechnie:)
Wasz również zachęcam do brania udziału. A oto i zdjęcia i linki:





http://womanland.blogspot.com/2011/09/r-o-z-d-n-i-e.html?showComment=1315082420226#c2544303561725715115







http://www.kathrinjot.pl/2011/08/rozdanie.html?commentPage=2




http://kornelaa.blogspot.com/









To tyle moje drogie. Zapraszam do brania udziału w konkursach. Nigdy nie wiadomo do kogo szczęście się uśmiechnie:)